All posts tagged with zapiski

Robocop

Prezydentem Polski wciąż był Lech Wałęsa, Ameryki od niedawna Bill Clinton, w życie wchodził traktat z Maastricht, Sejm przyjmował ustawę antyaborcyjną. Wcale o tym nie myślałem. Robocop był na uszkodzonej kasecie i wgrywał się tylko początkowy ekran, ale za każdym razem gapiłem się w monitor z nadzieją, że w końcu będzie inaczej.

Osada ostatnich ludzi

Powiecie, że to osada ostatnich ludzi, ocaleńców po trzydziestej pandemii, dwóch katastrofach klimatycznych i antarktycznych igrzyskach atomowych, full postapo gdzieś na amerykańskim midweście AD 2137, a to tylko partyzanckie ogródki działkowe na tyłach powstającego osiedla Lem-Solaris-Futura, Kraków, 2020.

Ta sytuacja

Ta sytuacja.
Trudna sytuacja.
Obecna sytuacja.
Zaistniała sytuacja.
Sytuacja, w której się znaleźliśmy.
Ta zaistniała obecnie trudna sytuacja, w której się znaleźliśmy.
Ta trudna sytuacja, w której się znaleźliśmy, zaistniała obecnie.
Zaistniała ta obecnie trudna sytuacja, w której się znaleźliśmy.
Ta zaistniała obecnie trudna sytuacja, w której się znaleźliśmy, jest trudną sytuacją obecnie zaistniałą.
W tej zaistniałej obecnie trudnej sytuacji, w której się znaleźliśmy, trudna jest sytuacja, która w tej obecnej sytuacji, w jakiej się znaleźliśmy, zaistniała.
W zaistniałej sytuacji obecnie trudna sytuacja, w której się znaleźliśmy, jest tą sytuacją, która w obecnej sytuacji, w jakiej się znaleźliśmy, zaistniała w tej trudnej sytuacji, w jakiej znalazła się ta sytuacja obecna.

Cisza, wyobraźnia pracuje na całego

Zaraza zarazą, ale jaki tu się odbywa gigantyczny eksperyment społeczny. Niektórzy konfrontują się, może pierwszy raz w życiu, z nudą, z tej nudy robią coś w końcu z canelloni, które kupili chyba rok temu i zdążyło się zakurzyć, albo przeprowadzają skrupulatną inwentaryzację klocków walających się w pięciu pudłach. Albo w końcu mają czas pomyśleć, co z nich zostaje, kiedy zostają sami ze sobą, i czy w ogóle to lubią. Albo sięgają po krem do rąk, bo jak się w kółko myje dłonie, to bez kremu trudno, ale jak się już raz sięgnęło, to nie ma odwrotu. Sprawdzamy, do czego nam w ogóle ten internet. I zastanawiamy się, czy praca jest sensowna, czy to tylko bullshit, i nie tylko czy nasza praca jest sensowna, ale czy praca w ogóle, czy nie lepiej by usiąść w końcu na dupie, skoro możemy wszyscy zwinąć się do domu i jakoś świat się nie zawali, a potem jednak myślimy, że gdyby tak wszystko wyzerować, to w końcu, po trzydziestu, stu albo stu trzydziestu latach wrócilibyśmy do punktu wyjścia, więc te różne wyobcowane zajęcia mają jakiś sens, tylko czasem zapominamy, jak skomplikowaną tkanką jest społeczeństwo. I widzimy nawet zbyt wyraźnie, jak delikatna bywa gospodarka, bo w kilka dni wszystko może się komuś wysypać, zlecenia nagle odcięte albo klienci, którzy nie wpadną na kawę. Łapiemy się na tym, że nigdy się nawet nie zastanawialiśmy, dlaczego jest makaron w sklepie i jak niewiele trzeba, żeby go nie było. Albo w końcu dostrzegamy, że granice państwowe to jest cokolwiek umowny koncept, którego poniżej pewnej skali raczej się nie szanuje. I widzimy, jeśli nie widzieliśmy wcześniej, do czego przydają się władze. Oraz że jak się skrzyknąć, ale na poważnie, to można coś poważnie zdziałać, więc w kwestii klimatu ten argument uznamy już za przerobiony. Nagle odkrywamy, jak poważnych kłopotów mogą przysporzyć te niewinne ruchy ręką, których nawet nie zauważamy, bo nos swędzi, bo oko, to i trochę mniej wierzymy we własne kozactwo. Autobusy puste, tramwaje puste, ulice i place puste, wyobraźnia pracuje na całego. Nie wyjdziemy z tego zamieszania niezmienieni.


Il. Bob May / CC BY-NC-SA 2.0

Errata do Słownika Języka Polskiego

zeszłoroczny śnieg – coś, co zdarzyło się po raz ostatni w historii, ale nie zostało odpowiednio docenione.

Przykład: obchodzi mnie to tyle co zeszłoroczny śnieg – bardzo mnie to obchodzi, bo nigdy już tego nie zobaczę.

Cytat: Litwo, ojczyzno moja, ty jesteś jak zeszłoroczny śnieg.

Parasite

Spektakularny oscarowy sukces „Parasite’a” – w ogóle to fajnie, że film z Korei dostał tyle ważnych nagród itd. – nasuwa mi dwa wnioski. Jedej jest trochę niepokojący, że być może członkowie akademii filmowej tak sobie wyobrażają biedę; że to trochę śmieszne i trochę żałosne, to jeszcze pół biedy, rymowałoby się z pisaniem Saundersa („bylim na dnie i jeszcze spadlim”), współczuciem, zrozumieniem, ale też nabijaniem się z tego, jak to nieszczęście goni nieszczęście; ale że mieszka się w piwnicy i czasem pomyli delicje z psim żarciem, choć jak trzeba, to bez problemu wskakuje się w rolę tutorów, kierowców i gospoś – to już bardziej podejrzane, bo oznaczałoby, że bieda jest jakimś wyborem, czasem utrudnionym, pewnie, ale wyborem, i biedacy, jak potrzeba, ubiorą się elegancko i wysłowią elokwentnie, a jak się nie ubierają i nie wysławiają, to najwyraźniej nie chcą, sami sobie zasłużyli; pewnie tak trzeba, trochę śmiechu, trochę oswojenia, żeby ktoś w ogóle chciał patrzeć, ale kiedy to oswajanie idzie za daleko, to nic już z tego nie wynika. Wniosek drugi, że wysyłamy do Ameryki te wszystkie zimne wojny i boże ciała, a potem się okazuje, że najprędzej mogłoby chwycić to, co skrzętnie ukrywamy.

Rzuć piątaka

No i obejrzeliśmy, kupy się to nie trzyma, Klara Cykorz miała rację, scenariusz napisany w szkole superbohaterskiej, coś tam, coś tam, bum, bum, arghhh, ten wątek ze szkołą czarownic to jakiś antyprzykład tego, jak robić filmowe streszczenie, do teraz mi wstyd, osiem odcinków do ogarnięcia, a wątki latają jak popieprzone, najlepszy przyjaciel pojawia się w odcinku trzecim, znika w piątym, wraca w szóstym, w dwóch ostatnich go nie ma, ktoś chyba zapomniał, najwięcej radochy jest z rozkminiania, kiedy to się w ogóle dzieje, prawie jak w awangardowym kinie, zadanie o tyle jest utrudnione, że jedni się starzeją, inni nie za bardzo, w każdej chwili koleś może się okazać smokiem, więc braliśmy pod uwagę i taką możliwość, że Wiedźmin tak naprawdę jest jaszczurką, czemu nie, nie mówię nawet o takich rzeczach, jak motywacja fabularna, że czemu ktoś tam coś tam robi, nie ma się co tym przejmować, bo w każdej chwili Ciri może się okazać koniem, no dobra, ale ja o tym, że nam się to wszystko nadzwyczajnie podobało, to znaczy jak już się odpuści wymagania, jakiekolwiek wymagania, to zostaje tu jakaś zupełnie podstawowa zabawa, jak z głębokiego dzieciństwa, Kazimierz miał rację, że to przecież „Herkules”, ten serial z najtisów, mięśniak, błazen i księżniczka, chodzą i walczą z potworami, potwór odcinka to jest w ogóle wspaniały koncept, i nie trzeba się przejmować, że cokolwiek złego się wydarzy, halo, przecież nikt nie zasieknie głównego bohatera, no ale w tym wypadku działa to chyba dlatego (teoria rozrywkowego minimum), że główny bohater ma trochę dystansu do tego wszystkiego, a do tego jest nihilistycznym-materialistą-przekonanym-że-tylko-uczciwe-relacje-społeczne-chronią-nas-przed-szaleństwem, i czasem przemawia jak nieodżałowany Matthew McConaughey w pierwszym sezonie „True Detective”, a najważniejsze, że to chyba pierwsza zrobiona tak konsekwentnie, i nachalnie, mitologia współczesnego feminizmu i metoo, przecież w każdym odcinku o to się głównie rozchodzi, co z tego, że to zwykły cyniczny przemysł rozrywkowy, może tyle nam zostało, cyniczny przemysł rozrywkowy, to jest kwestia na inną dyskusję, a tymczasem piosenka naprawdę wpada w ucho, Jaskier w każdej chwili mógł się okazać gołębiem, więc trudno tu było czymś się przejąć i z wypiekami czekać na kolejny odcinek, ale jak Katarzyna w kółko podśpiewywała „Toss a coin”, to po paru godzinach już nie mogliśmy się doczekać wieczoru, żeby rzucić tego piątaka, no.

Pierwsza osoba

W wykładzie noblowskim Olga Tokarczuk mówiła o napięciu między opowieściami w pierwszej osobie liczy pojedynczej a potrzebą uniwersalizacji, o roli fikcji w nadawaniu wydarzeniom sensu, o splątaniu świata, efekcie motyla, próbach wyjścia poza ograniczoną perspektywę i „czwartoosobowym narratorze”. Otwierające zdanie tego wykładu leci tak: „Pierwsze zdjęcie, jakie świadomie przeżyłam, to zdjęcie mojej matki, jeszcze zanim mnie urodziła”. Większość wykładów noblowskich w XXI wieku rzeczywiście w pierwszej osobie. Kazuo Ishiguro całkiem bez żenady: „If you’d come across me in the autumn of 1979, you might have had some difficulty placing me, socially or even racially”. Swietłana Aleksiejewicz też przez „ja”, ale mediumicznie: „I do not stand alone at this podium…”. Podobnie do Olgi Tokarczuk, bo też od matki, zaczynała Herta Müller: „DO YOU HAVE A HANDKERCHIEF was the question my mother asked me every morning, standing by the gate to our house, before I went out onto the street”. Inaczej, zupełnie inaczej Elfriede Jelinek (która swój wykład nagrała w domu, załączam fotkę, bo Elfriede najbardziej stylowa): „Is writing the gift of curling up, of curling up with reality? One would so love to curl up, of course, but what happens to me then?”. Ale można i tak, kiedy jest się już zmęczonym pierwszą, a więc i swoją osobą: „Boston, on the coast of Lincolnshire, is a handsome town, writes his man”.

Krzysztof Uniłowski (1967-2009)

Dziś zmarł profesor Krzysztof Uniłowski. Trudno w to uwierzyć. Spotkaliśmy się może kilka razy, ale jego pomysły i pisanie towarzyszą mi od wielu lat i wpłynęły na wiele moich wyborów literackich. Najpierw chyba w magisterce, w której pisałem o postaciach postmodernistycznych, ale w takim sensie, w jakim o postmodernizmie pisał Uniłowski w niewielkiej, ale ogromnie ważnej książce „Polska proza innowacyjna”. Nie tylko wprowadzał w niej do dyskusji najważniejsze teksty i pomysły postmodernizmu, ale od razu czytał je krytycznie i w lokalnym kontekście. To w końcu „FA-art”, który współzakładał, był tym ośrodkiem, wokół którego skupił się polski postmodernizm literacki, ten efemeryczny fenomen. Dlatego kilka lat temu, podczas jakiejś konferencji, Krzysztof Uniłowski mógł powiedzieć: „Postmodernizm wciąż istnieje, jest na Górnym Śląsku”. Później było tak, że o tej magisterce miałem okazję mu opowiedzieć (przy okazji pierwszego Festiwalu Błońskiego, na który przyjął zaproszenie - wtedy powstały załączone zdjęcia), wspomniałem o jakimś wątku, który się tam przewinął, i usłyszałem, że o prawie w literaturze polskiej warto by coś napisać. Spędziłem kolejne sześć lat nad tym pomysłem. Ale ostatecznie chyba najmocniej wpłynęła na mnie książka „Skądinąd”, zbiór jego tekstów krytycznych o latach 90. Odkryłem go przy okazji jakichś zajęć i wtedy zaskoczyło w mojej głowie coś, co wcześniej nie chciało zaskoczyć, że krytyka literacka to może być poważna i fascynująca sprawa, a nie jakaś mniej rozgarnięta forma akademickiego literaturoznawstwa. Krzysztof Uniłowski pisał o książkach precyzyjnie i z pasją, ale też z konsekwentnym programem, który polegał chyba po prostu na tym, że o coś mu chodziło. Był też jedną z ostatnich osób, które krytykę literacką traktowały wciąż tak poważnie, jako sprawę najważniejszą. W ostatnich latach zaangażował się mocno w pracę administracyjną na uniwersytecie, było w tym silne poczucie odpowiedzialności za kształt wspólnych instytucji. Żałowałem, bo czekałem raczej na nową książkę, przy okazji której moglibyśmy pogadać o krytyce. Już nie pogadamy. Krzysztof Uniłowski miał 52 lata.

Poza tożsamościami

Donoszę, na spotkaniu w Krakowie noblistka dostała, przy wchodzeniu na scenę i przy schodzeniu ze sceny, owacje na stojąco, a na koniec był bis, cokolwiek to znaczy na spotkaniu literackim, takie emocje. W odpowiedzi na jedno z ostatnich pytań – pytania w większości pochodziły od czytelników, odczytywał je Michał Paweł Markowski – Olga Tokarczuk powiedziała, że choć powieść historyczna wydaje się jej ważna, to strzelałaby, że najbliższa przyszłość literatury będzie raczej pod znakiem science fiction, bo też ludzi miałyby mniej obchodzić kwestie tożsamości, szczególnie narodowej, a bardziej problemy klimatu, relacje z przyrodą i nowe doświadczenia zmysłowe dostarczane przez technologie. Jest to, powiedziałbym, życzenie grube, bo myślenie tożsamościowe ma się przecież coraz lepiej, a nie coraz gorzej. Ale takie życzenia to ja rozumiem, bo nie chodzi przecież o to, żeby wciąż się wykłócać o to, czy tożsamości są ważne, tylko założyć, że może nie tak bardzo, i włożyć energię w ciekawsze sprawy. No więc jeśli literatura polska miałaby być pod takim wpływem, to ja bym nie protestował.

View all of the posts in the archive, browse the tags, or subscribe to the feed for All Posts. You can also subscribe to a feed of just the posts tagged with zapiski.