All posts tagged with reportaz

Chrumkowo 

Od czterech lat byłem kretem w redakcji Dwutygodnika z tajną misją zrobienia numeru o zwierzętach. I jest: Marcin Stachowicz ogląda filmy z ćmami, Aleksandra Osowicz tańczy dla psów i robi torty dla karaluchów, Adam Robiński pisze o ratowaniu krów za pomocą memefikacji, psy Łukasza Zawady łażą po klawiaturze, Jan Gondowicz śledzi prawo i bezprawie w dzikich królestwach, Dariusz Gzyra marzy o kulturze dla tego psa i tamtego kota. Zestaw autorski, myślę, niczego sobie, teksty mądre, poruszające i zabawne, kultura traci niewinność i nie jest już tylko nasza. A ja (wyrazy) i Katarzyna (obrazy) opowiadamy o Chrumkowie. Pytacie, czego nauczyłem się od świń? Odpowiadam: ostrożnie dawkować sobie słońce, nie unikać błotka, szczodrze udzielać brzucha do drapania, uważać na Vidę, jak idą ludzie, mogą spaść śliwki, nie trzymać żalu w sobie, jak trzeba, ryknąć donośnie, fajne są z kurami zabawy, najgłębszy dołek nie przekreśla utopii, przy jedzeniu arbuza nie krępować się etykietą.

„Służące do wszystkiego” Joanny Kuciel-Frydryszak

Babcia Albina, opowiadając o swoim dzieciństwie – wieś, mama zmarła wcześnie, macocha nie była wzorem czułości, ojciec pił, no nie było różowo – wspominała często, że jej starsze siostry pracowały jako służące w Oświęcimiu i Bielsku-Białej. Miały własne pieniądze, własne życie, więc kiedy odwiedzały dom rodzinny, mogły się postawić ojcu i zadbać o młodsze rodzeństwo, czasem przywoziły jakieś drobne prezenty, czasem po prostu lepsze ciastko. Nie zastanawiałem się nigdy specjalnie nad tymi historiami – sam mam starsze rodzeństwo, więc jakoś tak mi się to układało, że fajnie mieć brata i siotrę w większym mieście. Dopiero praca przy książce Joanny Kuciel-Frydryszak – troszkę tu redaktorsko podłubałem – otwarła mi oczy na cały kontekst tych opowieści: co to znaczyło „służyć u kogoś”, jakie to było ważne dla dziewcząt mogących wyrwać się z domu i jaką ceną za to płaciły. Z ogromnej archiwalnej roboty, którą wykonała autorka, wyłania się przerażający obraz życia kobiet, które zajmowały najniższe miejsce w hierarchii społecznej, nie mogły liczyć na ochronę prawną i (najczęściej) były traktowane jak wielofunkcyjny sprzęt AGD, a nie jak ludzie. Chyba najbardziej zaskakujące było dla mnie to, że na zatrudnianie służących decydowały się nawet ubogie rodziny – nie tylko z powodu pańskich przyzwyczajeń, ale też dlatego, że zwyczajnie nie dawało się ogarnąć wszystkich domowych spraw bez tej niskopłatnej pracy; tak została wymyślona miejska nowoczesność. Ale nie takie wnioski są tu najważniejsze, lecz mnóstwo historii – często dramatycznych, czasem zabawnych, zachowanych w rozpadających się dzienniczkach służby albo listach pisanych przez półanalfabetki – które autorka wydobyła na światło dzienne. Czytajcie.

Żory: Coś się dzieje 

Nie, to nie tu odbywał się Przystanek Woodstock. Choć to wciąż pierwsze skojarzenie, jakie się pojawia, kiedy mówię, że pochodzę z Żor. Zresztą w mieście krążyły legendy o zabłąkanych podróżnych, którzy szukali imprezy Jurka Owsiaka i których odsyłało się złośliwie w stronę lasu. Ale też, prawdę mówiąc, niewiele się tu działo. Kiedy wpisuję nazwę miasta do wyszukiwarki na stronie Culture.pl, dostaję jeden wynik. Na „Dwutygodniku” podobnie. W mediach ogólnopolskich o Żorach wspomina się, kiedy likwidują straż miejską (1999) albo wprowadzają bezpłatną komunikację miejską (2014). Ale jak wygląda życie kulturalne w mieście, w którym – zdawałoby się – nie ma kultury?

– w numerze tematycznym „Dwutygodnika” poświęconym kulturze w lokalnych ośrodkach piszę o Żorach – mojej miejscowości rodzinnej, w której ostatnie lata przyniosły ogromne zmiany.

O „Międzymorzu” Szczerka 

W nowym numerze magazynu „Herito”, w którym sporo się pisze o reformacji, jest też moja recenzja „Międzymorza”:

„Międzymorze” Ziemowita Szczerka jest symptomem i zarazem diagnozą wyczerpania języka nacjonalizmu. Opisując sytuację polityczną i nastroje społeczne w Europie Środkowej, autor wykorzystuje dokładnie te same kategorie, które identyfikuje jako źródło problemów i wobec których usiłuje się dystansować. Obserwacja porażki tego przedsięwzięcia – przypominającego pomysł barona Münchhausena, by samemu wyciągnąć się za włosy z bagna – staje się paradoksalnie największą korzyścią płynącą z lektury tej książki.

Konflikt w sensie ścisłym

W ramach programu literackiego 27. Festiwalu Kultury Żydowskiej w Krakowie prowadziłem spotkanie z Wojciechem Jagielskim, reportażystą, specjalistą od Zakaukazia i Afryki. Podczas spotkania Wojciech Jagielski mówił, że te wszystkie historie z postprawdą to jakaś postprawda oraz że może napisze kiedyś powieść. Nagranie ze spotkania można znaleźć na stronie Festiwalu albo pobrać bezpośrednio w pliku MP3.

Spotkanie z Wojciechem Jagielskim fot. Szymon Makuch

View all of the posts in the archive, browse the tags, or subscribe to the feed for All Posts. You can also subscribe to a feed of just the posts tagged with reportaz.