All posts tagged with powiesc amerykanska

Green Earth

Więcej o tym napiszę w książce, ale „Green Earth” AKA „Science in the Capital”, czyli trylogia Kima Stanleya Robinsona o kryzysie klimatycznym, to może nie jest najwybitniejsze dzieło literackie, może trochę przegadane, może zbyt męskocentryczne, ale jeśli szukacie powieści o globalnym ociepleniu, takiej dobitnej i przytomnej, i jeśli wciąż ocieracie łzy po Berniem Sandersie i choćby w wyobraźni chcecie zobaczyć, jak mogłaby wyglądać prezydentura lewaka, który do tego poważnie traktuje kwestie klimatyczne, no to byłoby to. I może ktoś by tak to wydał? Jasne, jest to cokolwiek tendencyjne i czasami publicystyczne, ale nie taką tendencyjność się wybaczało, a są też wątki sportowe, szpiegowskie, buddyjskie, pedagogiczne, są silne naukowczynie i jest ojciec, który woli wychowywać dzieci niż doradzać prezydentowi USA. I domki na drzewach.

Więc tego, zwizualizujcie sobie, że 20 stycznia 2021 na schodach Kapitolu staje nie Biden, a Sanders, i mówi tak:

Fellow Americans, you have entrusted me with the job of president during a difficult time. The crisis we face now, of abrupt climate change and crippling damage to the biosphere, is a very dangerous one, to be sure. But we are not at war with anyone, and in fact we face a challenge that all humanity has to meet together. On this podium, Franklin Roosevelt said, ‘This generation has a rendezvous with destiny.’ Now it’s true again. We are the generation that has to deal with the profound destruction that will be caused by the global warming already set in motion. The potential disruption of the natural order is so great that scientists warn of a mass extinction event. Losses on that scale would endanger all humanity, and so we cannot fail to address the threat. The lives of our children, and all their descendants, depend on us doing so.

Wirująca pianka

Dawno się tak dobrze nie bawiłem w literaturę, jak przy „Lucinelli” Lore Segal, tej powiastce z sewentisów o grupie nowojorskich pisarek i pisarzy, którzy zajmują się głównie imprezowaniem, romansowaniem i gadaniem, zażywają odpoczynku od przytłaczających zatrudnień w kolonii artystycznej Yaddo, udają, że się kłócą, są przewrażliwieni i zazdrośni o status, piszą raczej niewiele, ale nie o to tu chodzi, co oni robią, a czego nie robią, ale o tempo i lekkość, z jaką to wszystko jest podane, bo nie tylko bohaterowie są tu lekkiego ducha, ale sama książka niefrasobliwie traktuje takie sprawy, jak realizm, prawdopodobieństwo, ciągłość, motywacja itd., więc czemu miałby się tu nie pojawić Zeus albo i historyjka o tym, jak Lucinella co dzień kupuje nowy notes, żeby pisać wiersz, po czym chowa notes do teczki, aby odkryć, że ma już jeden notes itd., no więc tempo i lekkość, bo wizualizuje mi się ta książka jako słodka wirująca pianka, jakby beza, ale konsumować należy w ruchu, i nie mylić z czekoladą z nadzieniem z żelu owocowego, bo to zupełnie inne wrażenia, ale żeby było ciekawiej, to w tej niezbyt poważnej historii o pismakach przewija się prawie niezauważalnie jakiś cień, który może być tym cieniem, o którym pisze Barbara Kopeć-Umiastowska w posłowiu, czyli historią żydowskiej dziewczynki wychowywanej przez obcych ludzi, ale może to być też inny cień, w każdym razie sprawia to, że w wirującej lekkiej piance trafiają, powiedzmy, okruszki żytniego chleba razowego, a takie połączenie to jest już, przyznajcie, coś, a jeszcze żeby wziąć to kapryśne danie i odtworzyć je ze składników pochodzenia polskiego to jest już taka sztuka, że tak umie tylko Magda Heydel, i na szczęście to właśnie ona.

Bez wyjścia 

Genderowa przewrotka w gruncie rzeczy utrwala tylko twardy fundament przemocy: czy to kobiety podlegają opresji mężczyzn, czy mężczyźni kobiet – zawsze ktoś podlega opresji

– przy okazji filmu „Nieposłuszne” Sebastiána Lelio piszę o „Nieposłuszeństwie” i „Sile” Naomi Alderman, a na dokładkę o netflixowej komedii „Nie jestem łatwy”, a w sumie to o negocjowalnych relacjach genderowych i nienegocjowalnej przemocy.

Prowincja Nowy Jork

Anglicy może wtopili końcówkę Mistrzostw Świata w piłce nożnej, ale przynajmniej 250 lat temu pisali najlepsze powieści. Kto jeszcze nie wie, niech sobie poczyta „Tristama Shandy’ego” (na zachętę wykres przebiegu narracji według Samego Autora).

Wykres przebiegu narracji w „Tristamie Shandym”

A kto wie, niech sobie wrzuci „Golden Hill”. Francis Spufford zrobił przedni pastisz angielskiej powieści oświeceniowej – z jej dygresyjnością, burzeniem czwartej ściany, niezbyt subtelnie konstruowaną intrygą i dziwną chwilami ortografią – tyle że z perspektywy amerykańskiej kolonii. Głównym bohaterem jest tu Nowy Jork, który jakoś w połowie XVIII wieku ma 7 tysięcy mieszkańców i jest raczej prowincjonalną dziurą. Zdarzają się tu dłużyzny (bo ile można o magii opadających płatków śniegu?), ale są też pościgi, pojedynki i więzienne dialogi z obłąkanym Kapitangiem. I świetna galeria postaci, z jedną szczególnie bohaterką, na którą warto zwrócić baczniejszą uwagę. Przednia rozrywka. A tłumaczył Jędrzej Polak, więc wiecie.

Francis Spufford, „Golden Hill”, przeł. Jędrzej Polak, Wydawnictwa Poznańskie

View all of the posts in the archive, browse the tags, or subscribe to the feed for All Posts. You can also subscribe to a feed of just the posts tagged with powiesc-amerykanska.