All posts tagged with non fiction

Armagedon i paranoja

Przemysł nuklearny po upadku Związku Radzieckiego: „Some scientists left to seek jobs abroad. Others set up specialist businesses in an attempt to turn their knowledge into commercial profit: one group offered to destroy waste of all kinds by incinerating it with thermonuclear blasts 2,000 feet underground”. Świetna ta książka Braithwaite’a, niemal kompletna opowieść o bombie atomowej od II wojny światowej do wyboru Trumpa, z akcentem na zimną wojnę i relacje sowiecko-amerykańskie, z dodatkiem polityki brytyjskiej, w końcu autor był brytyjskim dyplomatą, i to nie byle jakim, bo ambasadorem w Moskwie w latach 1988-1992. I właśnie najciekawsze jest to, że grzebie (no, grzebie, ta książka ma kilkadziesiąt stron bibliografii, imponująca sprawa) też w dokumentach rosyjskich, próbując pokazać, że podobne pomysły, lęki i wyobrażenia funkcjonowały po obu stronach konfliktu. Dość niesamowite jest to, jak szybko w oficjalnych dokumentach broń nuklearna, ze wszystkimi mrocznymi skojarzeniami, została podmieniona na „deterrent”, czyli „straszak”, że musimy mieć swój straszak, żeby skutecznie równoważyć ich straszak, no łatwiej rozbudowywać bez ograniczeń swój zasób straszaków niż arsenał broni termonuklearnej. W „Guardianie” świetna recenzja Jonathana Steele’a, który chyba słusznie wskazuje, że Braithwaite trochę bagatelizuje ruchy antyatomowe i politykę państw, które zdecydowały się nie rozwijać własnych straszaków. Ale trzeba przyznać, że choć niewypowiedziana wprost, silna jest w tej książce myśl, że ta cała historia, która wcale się nie skończyła, jest jakimś gigantycznym nieporozumieniem, w które wszyscy się wpakowali, choć woleliby nie. No i są arcyciekawe przebitki o tym, jak kultura wpływała na kształtowanie polityki, jak to np. Reagan obejrzał pewnego wieczoru docudramat „The Day After” i tak to nim wstrząsnęło, że nabrał ochoty, żeby jednak się dogadać z Sowietami. Są też przepyszne anegdotki o doskonałym, precyzyjnym działaniu systemów kontroli arsenałów, jak to w 1979 roku amerykański komputer stwierdził, że Rosjanie wystrzelili rakiety balistyczne, więc amerykańskie rakiety postawiono w stan gotowości, bombowce skierowano na pasy startowe, a po sześciu minutach okazało się, że jednak nie, i była chryja, Kongres chciał wyjaśnień, obiecywano, że to tylko taki błąd, że się już nie powtórzy, powtórzył się po trzech latach, chryja nawet nie zdążyła się wywiązać, bo trzy dni później znowu to samo, obudzono Brzezińskiego, żeby ten może obudził Cartera, bo na Stany leci 250 pocisków, chwilę później miało ich już być 2200, w końcu okazało się, że jednak nie, Brzeziński nawet nie obudził żony. Tylko tak od 20 strony przerzuciłem się na oryginał, bo po polsku coś nie grało, czasem kalki z angielskiego, że trzeba się domyślać, jak to mogło lecieć przed tłumaczeniem, zupełnie jak w tej zimnowojennej paranoi.

View all of the posts in the archive, browse the tags, or subscribe to the feed for All Posts. You can also subscribe to a feed of just the posts tagged with non-fiction.