All posts tagged with literatura amerykanska

O Roxane Gay w „Miesięczniku ZNAK” 

Jeśli Roxane Gay faktycznie jest naj-lep-sza, to dlatego, że sama na sobie doświadcza złożoności świata, o którym pisze: kobieta, czarna (ale z korzeniami na Haiti), potomkini imigrantów, otyła, biseksualna, świetnie wykształcona, z problemami, trudną przeszłością, ale i z kochającą rodziną, erudytka z pasją śledząca chyba wszystkie reality shows, jakie nadają w telewizji.

– w nowym, śląskim numerze Miesięcznika ZNAK piszę o Roxane Gay, „Głodzie”, otyłości i społecznej nienawiści, którą nienawidzimy samych siebie, licznych poziomach splątania w „Histeryczkach”, zaangażowaniu i polityce tożsamości, kiedy nie ma się jednej tożsamości.

Gorąco, środek lata 

To oczywiście szantaż: opowiem wam o mojej umierającej matce. Mogę nie mieć nic do powiedzenia, mogę przynudzać, plątać się, bełkotać. Ale stoję nad trumną i przez tę jedną chwilę nie macie wyjścia – musicie mnie wysłuchać. Tak naprawdę wcale nie musicie – możecie potraktować mnie jak każdego szantażystę i nie podejmować negocjacji – wolicie jednak nie ryzykować, bo przecież sami, prędzej czy później, znajdziecie się na moim miejscu, więc na wszelki wypadek słuchacie. Ale skoro mam już waszą uwagę, to co właściwie mam powiedzieć, kiedy chcę powiedzieć tylko tyle: „Cierpię z powodu śmierci mamy” (Barthes).

– w „Dwutygodniku” mój esej o poetyce pisania o umieraniu.

Niech ślepy prowadzi kulawego 

Ten tekst miał się ukazać wcześniej, ale po drodze wydarzyła się choroba oraz jeden mail, napisany, ale nie wysłany. To zrozumiałe, w końcu George Saunders jest patronem porażki. O samym „Lincolnie” tu nieco mniej, za to przeczytałem - za inspiracją Adriana Stachowskiego - z grubsza wszystko, co Saunders napisał (nie jest tego znowu tak dużo), i zdaję raport. Łamy za małe na wszystko, co bym chciał wam opowiedzieć, więc kiedyś na pewno do tego wrócę, a tymczasem wklejam kawałki, które wypadły w ostatniej redakcji. (Acha, lead, z tym wydarzeniem roku, to od redakcji).

Wielosłowie pozwala oszukiwać innych, ale również siebie. W eseju „Thank You, Esther Forbes” Saunders pisze m.in. o nazistowskim urzędniku, który w raporcie w wielu mądrze brzmiących akapitach przedstawiał coś, co – gdyby wypowiedział to wprost – wymagałoby od niego niewygodnej konfrontacji: „Aby łatwiej zabijać Żydów, zostawiajcie włączone światło”.

W eseju „Thought Experiment” pisze: „Jeśli w chwili, gdy ktoś zajeżdża nam drogę, łamie nasze serce albo zaczyna bombardować naszą rodzinną wioskę, umielibyśmy wyłączyć tryb osądzania i włączyć ten drugi, rozumiejący, moglibyśmy, paradoksalnie, zyskać więcej siły. Opierając się pokusie redukcji, zmierzającej w konsekwencji do zniszczenia, podtrzymujemy – nawet jeśli tylko na kilka sekund dłużej – możliwość zmiany”.

A ściślej: zaangażowanym pisarzem liberalnym. Co różni go choćby od J.D. Vance’a, autora głośnej „Elegii dla bidoków”. Punkt wyjścia obu autorów jest podobny: to opis biedy spychanej na margines społeczeństwa. Różnica dotyczy środków zaradczych. Vance – konserwatysta, republikanin – recepty upatruje we wzięciu spraw w swoje ręcę i wywalczeniu sobie (jego własnym wzorem) godnego życia. Natomiast diagnoza, którą daje się wywieść z prozy Saundersa, jest bardziej złożona, a przez to mniej widowiskowa: bieda nie zniknie, jeśli nie zreformuje się rynku pracy i systemu edukacji oraz nie wprowadzi sprawiedliwego systemu redystrybucji.

Zresztą o tym, jak mogłoby wyglądać branie spraw w swoje ręce, opowiada „Sea Oak” (z tomu „Pastoralia”) – historia o ciotce wracającej zza grobu, która chcąc uporządkować życie swoich siostrzenic i siostrzeńca, każe temu ostatniemu ściągać majtki za napiwki. Zresztą te plany spalają na panewce, bo ciało zmartwychwstałej ciotki nie przestaje gnić: „To tyle dla mnie. Mam przejebane. Jak zwykle”. (Na podstawie tego opowiadania Amazon wyprodukował pilotażowy odcinek serialu, który niestety – kolejna porażka – nie przebił się w internetowym plebiscycie).

Niełatwo z tego stworzyć wciągającą opowieść, ale Saunders nawet w najbardziej beznadziejnych okolicznościach wynajduje drobne drgnienia: woli życia, naiwności, sprzeciwu, złości, niepoważnych pragnień.

Skutki fałszującego wielosłowa Saunders pokazuje m.in. w opowiadaniu „(93990)” (z tomu „In Persuasion Nation”) – chyba najokrutniejszym w dorobku autora. To fikcyjny raport z badania, w którym zamkniętym w klatkach małpom podaje się truciznę. Jedna z nich wykazuje nadzwyczajną odporność, za to z rosnącym przerażeniem obserwuje męczarnie swoich towarzyszy; a kiedy wydaje się, że mimo całego tego horroru uda się jej uratować życie, zostaje uśpiona i zutylizowana jak pozostałe „obiekty badawcze”.

(jak we wspomnianym „The Wavemaker Falters”, gdzie duch zabitego chłopca jest wciąż dzieckiem, więc nie potrafi nawet porządnie straszyć)

View all of the posts in the archive, browse the tags, or subscribe to the feed for All Posts. You can also subscribe to a feed of just the posts tagged with literatura-amerykanska.