All posts tagged with krytyka literacka

Poglądy są nudne, czyli o nowej Rooney 

No to jest mój tekst o nowej Rooney, a raczej sprawozdanie z niezdecydowania i zapis zmieniających się opinii o tym zbiorze błyskotliwych esejów ubranych przebranych w pretekstową fabułę albo o tej romansowej fabule przeplatanej nieznośnym gadulstwem. Tytuł zajumany od najsłynniejszego w ostatnich dniach tłumacza. A na obrazku próba przedstawienia głównych tez za pomocą gwiazdek.

„Gdzie jesteś, piękny świecie” toczy się w napięciu między gadaniem o sobie i gadaniem o świecie, między poglądami a życiem. To stąd wyłania się podstawowy dylemat tej książki: po co czytać Sally Rooney, kiedy świat płonie?

Literatura zaangażowania 

Jak się nie krzyczy na protestach, to zbiera się ciuchy, gotuje zupy, szyje maseczki, ustawia przelewy, podpisuje petycje. Nic dziwnego, że pojawił się inny styl robienia literatury, spleciony ze zmianami, jakie zaszły w naszych gardłach i nogach

– w „Dwutygodniku” mój tekst o literaturze, która bierze się rozczarowania, przepracowuje doświadczenia bezsilności, od psychologii woli socjologię, czasem uczy, czasem bawi, opowiada bajki. Ali Smith, Bernardine Evaristo, Richard Powers (od świetnej „Listowieści”, nie dajcie się zwieść tytułowi), Olga Hund, Maciej Bobula, Michał R. Wiśniewski. Literatura zaangażowania, dopełniacz nie przez pomyłkę.

O nowym Franzenie w „Książkach” 

Mówcie, co chcecie, ale Franzen to jest kozak. Po tym, jak go wszyscy okrzyknęli dziadersem, co się twittera boi, wjeżdża z powieścią, w której koleś jedzie samochodem przez 150 stron. I przez jakieś 400 jest grillowany, żeby w kolejnych 400 trochę się usprawiedliwić. A poza tym jest tu kilka innych świetnych postaci, może najlepsza żona tego kolesia, w której takie się dzieją sprzeczności, że spróbujcie to sami napisać. A czy wspomniałem, że koleś jest pastorem i że ta cała powieść o rewolucji obyczajowej w latach 70., z seksem, trawą i rozwodami, dzieje się na zapleczu parafii? I że to dopiero początek całej trylogii? No kozak. Więcej o „Na rozdrożu”, czyli „Crossroads”, piszę w „Książkach”, gdzie zaliczam także cameo w tekście, który Natalia Szostak napisała o Sally Rooney. Dobra, dobra, a jak przekład, zapytacie? Not great, no terrible, Franzen zdecydowanie zasługuje na bardziej błyskotliwego tłumacza, ale sam też nie jest w tej powieści mistrzem stylu.

„Pory roku” Ali Smith 

W kioskach Tygodnik Powszechny, w którym piszę o „Porach roku” Ali Smith (w przekładzie Jerzego Kozłowskiego). Ten tekst mógłby być i pięć razy dłuższy (może kiedyś będzie), bo dawno nic mnie tak nie olśniło, a szczególnie ta piękna dezynwoltura, z jaką Smith wrzuca sobie do powieści a to eseik o malarce, a to wypisy ze słownika etymologicznego, a to nagłówki prasowe i tweety, a to streszczenia jakichś wymyślonych powieści i filmów. I ta myśl, że w literaturze naprawdę można wszystko, jest szalenie ekscytująca.

Tajemnicze zjawienie Andrésa Barby 

Tymczasem w Dwutygodniku piszę o tajemniczym zjawieniu się Andrésa Barby (przekład, znakomity: Katarzyna Okrasko, objawienie polszczyźnie: Wydawnictwo Filtry), specjalisty od tajemniczych zjawień, a także o dzieciach, przemocy, zakrzywieniach języka i pożytkach z ignorancji.

Barba droczy się z oczekiwaniami czytelników. Konstruuje niby zwykłe, nieprzesadnie skomplikowane zdania, ale niepostrzeżenie wsuwa w nie składniki, które tam po prostu nie pasują.

Czarnolas 

Zaskakująca ta książeczka, jak przebitka z innej rzeczywistości, bo komu by dzisiaj przyszło w ogóle do głowy, żeby wymyślać mity? W „Polityce” na majówkę krótka notka o „Czarnolesie” Jagi Słowińskiej.

Takich rzeczy już się dzisiaj nie pisze: baśni, które mierzą się z pytaniami o początek i koniec. Albo po prostu: mitów. W niewielkiej książce Jagi Słowińskiej – choć to właściwie większe opowiadanie rozpisane na niespełna stu stronach, i tak wykorzystywanych dość nonszalancko – mieści się cały porządek istnienia, od narodzin do śmierci.

Nagroda Literacka m.st. Warszawy 

Taka sytuacja, że Nagroda Literacka m.st. Warszawy ma nowe jury. W składzie znalazły się: Justyna Sobolewska (jako przewodnicząca), Eliza Kącka, Anna Kramek-Klicka, Agnieszka Sowińska, Karolina Szymaniak, a także Jarosław Klejnocki oraz ja (w roli sekretarza). To taka drużyna, że przyjemnie będzie się spierać. Trochę zmienił się też regulamin nagrody, od tego roku jedna z kategorii nazywa się „warszawski twórca/warszawka twórczyni”.

Dla przypomnienia: nagroda jest przyznawana w pięciu kategoriach: proza, poezja, książka o tematyce warszawskiej, literatura dziecięca (tekst i ilustracje) i właśnie „warszawski twórca/warszawska twórczyni”. Zgodnie z dobrymi i godnymi praktykami, nagrody pieniężne otrzymują nie tylko laureaci, ale także (choć, wiadomo, niższe) nominowani. A łączna pula nagród lokuje NLW w czołówce polskich nagród literackich. Tak że tego, jeszcze o nas usłyszycie. A teraz zabieramy się czym prędzej do roboty, bo pani Dorota Stasiak z Biura Kultury donosiła niedawno, że będziemy mieli co czytać.

Coś dobrego 

Opowiadam to wszystko, pół mojego życia, żeby wyjaśnić, jak to się stało, że kiedy pewnego ranka przeczytałem kilka pierwszych stron „Normalnych ludzi” Sally Rooney, rzuciłem wszystko, co miałem w planach… A potem się męczyłem, czytając kolejne recenzje, nierzadko rozsądnych ludzi, którzy mieszali Rooney z błotem albo pogardliwie ją bagatelizowali. Traktowałem te recenzje osobiście, jakby chodziło o moją własną książkę, a jednocześnie nie mogłem na nie odpowiadać (bo pisałem własną książkę). Czas to nadrobić.

Jest mój dawno zapowiadany, wielgaśny tekst, w którym wyjaśniam, dlaczego „Normalni ludzie” to taka świetna książka (i świetny serial!), a przy okazji spowiadam się z młodzieńczej kochliwości.

Projekt „Twardoch” 

Obiecywałem sobie, że już wystarczy, ale Monika Ochędowska namawiała, to spróbowałem inaczej. W Tygodniku Powszechnym piszę o najciekawszej produkcji Szczepana Twardocha: „Szczepanie Twardochu” – multimedialnym work-in-progress lawirującym między Polską i Śląskiem, Warszawą i Pilchowicami, prawicą i lewicą, rozrywką i zaangażowaniem. Jest też o serialu (niezłym, choć jakby za bardzo doświetlonym) i o „Pokorze”, która wygląda jak krytyka wcześniejszych powieści i próba odejścia od ogranych schematów, choć wychodzi to różnie, bo jak się robiło warsztat na maczyzmie, to jak tu nagle pisać o przegrywie. Ciekawostka: chyba tylko jedna recenzja „Pokory” zwraca wprost uwagę, że to powieść o awansie społecznym. O czymś to świadczy, ale to już temat na inną okazję.

Nieczuła narratorka 

Rudzkiej chyba wcale nie chodziło o zrobienie wciągającej książki. Przyjemność, jaką można czerpać z powieści, jest raczej perwersyjna i polega na przyglądaniu się powolnej, choć nieuchronnej dekompozycji

– w Dwutygodniku piszę o „Tkankach miękkich” Zyty Rudzkiej. Że jest to powieść o dwóch sflaczałych chłopach, którzy dobiegają swoich dni, można by się spodziewać jakiegoś Schadenfreude, ale Rudzka jest bardziej okrutna, a przez to jej powieść ciekawsza niż doraźne komentarze.

View all of the posts in the archive, browse the tags, or subscribe to the feed for All Posts. You can also subscribe to a feed of just the posts tagged with krytyka-literacka.