All posts tagged with kosmos

DART

Fun fact. Wczoraj NASA wystrzeliła w kosmos sondę DART, o której wspominam w „Ostatnich ludziach”. To skrót od: Double Asteroid Redirection Test. Po naszemu: kosmiczny bilard. DART ma zderzyć się z asteroidą Didymos i spróbować zmienić jej trajektorię. NASA chce sprawdzić, czy to skuteczny sposób na ochronę Ziemi przed obiektami nadlatującymi z kosmosu. Brzmi jak historyjka z „Armageddnu” i „Dnia zagłady”? Jeszcze jak. Zderzenie zaplanowano na 26 września 2022.

Przy okazji polecam książkę „Fire in the Sky” Gordona L. Dillowa, pouczający reportaż o tym, co nam spada na głowy.

„Pierwszy człowiek” i lekarstwo na raka

Dopadła mnie grypa, a dla przezwyciężenia rozmemłania lubię sobie obejrzeć budujący film, żeby nie zapomnieć, czym jest rozum i godność człowieka, kiedyś pewniakiem były filmy o angielskich królowych, ale widziałem już chyba wszystkie, więc wczoraj trafiło na „Pierwszego człowieka”, w końcu historia o lądowaniu człowieka na Księżycu musi być budująca, nie? Nie musi. Co się okazało już w pierwszych scenach, kiedy Neil Armstrong próbuje uratować swoją córkę przed śmiercią, ale nic nie może zrobić. Widzieliście to już pewnie dawno, więc wiecie, że to w zasadzie najważniejszy wątek tego filmu, milczenie o zmarłej córce staje się coraz ważniejsze, a cała historia z lądowaniem na Księżycu okazuje się cokolwiek skomplikowanym, ale jednak procesem żałoby. Reżyser, Damien Chazelle, nie pomija w tej historii głosów sprzeciwu wobec programu podboju kosmosu, jest więc fantastyczna scena z Gilem Scottem-Heronem (zagranym przez Leona Bridgesa) recytującym „Whitey on the Moon”, jest Kurt Vonnegut mówiący w telewizji, że zamiast lotów na Księżyc wolałby Nowy Jork, w którym dałoby się przyzwoicie żyć. Ostatecznie jednak, pomimo krytyki i wszystkich kosztów, jakie ponosi Armstrong, jego rodzina i współpracownicy, film pokazuje pierwsze kroki na Księżycu jako triumf, w końcu nie robi się filmu o astronautach, jeśli samemu się trochę nie jara astronautami. Ale przy napisach końcowych zacząłem myśleć, że w historii o córce Armstronga, Karen, która zmarła w wieku dwóch lat na raka mózgu, coś pozostaje niedopowiedziane. Więc posprawdzałem liczby i wyglądają one tak, że na programy lotów załogowych Mercury, Gemini i Apollo USA wydało łącznie, w ciągu 15 lat ich trwania, blisko 22 miliardy USD (na dzisiejsze byłoby to około 118 mld USD). Tymczasem kiedy dwa lata po lądowaniu Armstronga i Aldrina na Księżycu Richard Nixon podpisał National Cancer Act, czyli pierwszą ustawę przyznającą spore środki federalne na badania nad leczeniem nowotworów, to ta zawrotna kwota wyniosła 700 milionów USD. Jasne, wtedy jeszcze nie do końca było wiadomo, co i jak z tym rakiem (pisze o tym Siddhartha Mukherjee w świetnym „Cesarzu wszech chorób”), było natomiast wiadomo, że loty w kosmos to właściwie aktywna wojna ze Związkiem Radzieckim. No niby tak, ale. W filmie Chazelle’a jest scena, kiedy żona Armstronga, Janet (Claire Foy, lepiej znana jako angielska królowa, sami widzicie), opieprza kierownika projektu Apollo i mówi, że to wszystko tylko zabawa dużych chłopców. Natomiast National Cancer Act nie powstałby bez nacisków Mary Lasker. Nie daje mi spokoju myśl, jak mógłby wyglądać dzisiaj świat, gdyby pół wieku temu, zamiast bawić się w kosmiczne „kto dalej siknie”, skupiono się na mniej męskich rozrywkach.

View all of the posts in the archive, browse the tags, or subscribe to the feed for All Posts. You can also subscribe to a feed of just the posts tagged with kosmos.