All posts tagged with historie

Opera „ahat-ili”

No więc poszedłem wczoraj na operę. Wcześniej widziałem jedną operę, była niezła, to pomyślałem, a co, znowu pójdę. No więc stoję przed budynkiem, palę na zapas, żeby podnieść sobie ciśnienie i nie zasnąć w jakimś kluczowym momencie, bo raczej słabo znoszę dłuższy bezruch. I kiedy tak palę, to podbija ziomek: dresik szary, porządny, ciut za duży, ale to może i dobrze, bo ziomek raczej chudy, pewnie po fajkę podbija, myślę, ale widzę, że coś go nosi.

– Cześć – mówi. – A to tutaj, to co to tu będzie?

– Cześć. Koncert.

– Jezu – odchodzi trzy kroki, wraca trzy kroki, nosi go wyraźnie. – A długi ten koncert?

– Tak z 2-3 godziny.

– Jezu – trzy kroki, trzy kroki, zaraz ręcę wyjmie z kieszeni, myślę, ale na razie nie wyjmuje. – No a można zapytać, w jakiej tematyce ten koncert?

I patrzę na niego, patrzę na swoje trampki, trochę wstyd, ale co będę kłamał.

– Opera.

– Jezu.

Odchodzi, przychodzi, kaptur z głowy, kaptur na głowę. No boli go to wyraźnie, ta opera.

– A o co chodzi? – pytam.

– A bo się z dziewczyną umówiłem.

– Po koncercie?

– No, tu mi kazała przyjść, bo fryzury tam robi czy coś.

– No to pewnie skończy, jak się zacznie, za 20 minut – pocieszam ziomka, ale on nie daje się pocieszyć, dalej nabuzowany.

– Opera, opera – powtarza, odchodząc.

O operze niewiele wam powiem, bo się nie znam, ale przecież powiem. No więc opera nazywała się „ahat-ili – siotra bogów”. Scenografia Magdaleny Maciejewskiej świetna, minimalistyczna, z rampą, która się w kółko kręciła i trochę skrzypiała, ale chyba to też było w partyturze. Muzyka Alka Nowaka świetna, czasem chaos, że muzyka poważna i o co chodzi, a czasem dało się rozpoznać jakieś znane melodie, podobało mi się, ale jak się nie znam, a mi się podoba, to zawsze podejrzewam, że coś tu za łatwo, ale nie wiem co, bo się nie znam. Śpiewaczki i śpiewacy też świetni, a najlepszą rolę miała Ewa Biegas jako Ereszkigal, drżała, tupała i w ogóle najwięcej energii wytwarzała w tej historii. Libretto napisała Olga Tokarczuk na podstawie powieści Olgi Tokarczuk, a w tym libretcie były partie po akadyjsku, że nikt by nie rozumiał, gdyby nie napisy, ale jak dla mnie, to całość mogłaby być po akadyjsku. I bez napisów.

Ale mam nadzieję, że ziomek jednak wytrzymał. Bo fryzury to były bez wątpienia fachowe. Napracowała się dziewczyna i należała się jej fajna randka.

View all of the posts in the archive, browse the tags, or subscribe to the feed for All Posts. You can also subscribe to a feed of just the posts tagged with historie.