All posts tagged with hanka

W górę, do przodu, a potem znowu w dół 

Ernaux, Ditlevsen, Vance, Louis, Eribon, Stuart – historiami o awansie zaczytuję się od kilku lat i z czasem pierwszy entuzjazm, że skąd ten koleżka z Ameryki, do tego republikanin, wie, jak to u mnie wyglądało, zaczęło zajmować zdziwienie, a potem jeszcze, wstyd przyznać, jakaś rutyna, że tak, trzeba by zakreślić ten kawałek, choć ma się już sześć podobnych w notatkach. W każdym razie leci to jakoś tak.

Po końcu akademii

Co to były za dni. Skala reakcji na „Koniec akademii” kompletnie mnie zaskoczyła. Dostawałem, wciąż dostaję, mnóstwo głosów, że to o nas, o mnie, o bardzo intymnych doświadczeniach, które, okazuje się, wcale nie były takie wyjątkowe i prywatne. Mogłoby to być rozczarowujące, że tacy jesteśmy pospolici, a przecież jest wprost przeciwnie, pozwala to poczuć coś na kształt solidarności. Dla mnie to też niezła lekcja – kolejna, po „Brzuchu” – tego, że opowieści o własnych wstydach i rozczarowaniach mogą być przydatne dla innych. I że cennym materiałem opowieści jest nie tylko to, co wyjątkowe i niepowtarzalne, ale też to, co powszechne, ale dotąd niedostatecznie opowiedziane. I to świetna sprawa, że na fali historii ludowych – ale też innych ruchów, które fundują megafony przemilczanym doświadczeniom – takimi opowieściami możemy się wreszcie wymieniać. Mam ich jeszcze trochę w zanadrzu, będę dawał znać, może się na coś przydadzą. Tymczasem ogromnie wam wszystkim dziękuję! A tu jeszcze fotka z dnia, kiedy to wszystko się zaczęło i wszystko było możliwe.

Umowa podpisana

Książki pisze się też po to, żeby móc pisać kolejne książki. „Hankę” opublikuje Wydawnictwo Czarne. Pewnie pod koniec 2023 roku, jeśli wszystko pójdzie zgodnie z planem.

Brzuch 

Prawdę mówiąc, na niczym innym tak się nie znam, jak na tym wstydzie. Ale jak długo można udawać, że to coś, co tak sterczy i uparcie wystawia się na widok, wcale nie istnieje? Jest to więc opowieść o brzuchu, o niezdrowych zwyczajach żywieniowych, o lęku przed głodem i obsesji jedzenia. Ale też opowieść o Hance, Albinie i Marianie, ich ciałach głodnych i nakarmionych na zapas. I o tym, czy nie chowamy w sobie alternatywnych historii, w których sprawy mogły potoczyć się znacznie gorzej. To długi tekst, choć podobno lekkostrawny, ale jeśli jesteście na diecie i możecie sobie pozwolić tylko na jeden kawałek, to niech to będzie ten:

Albina urodziła się w latach 20. ubiegłego wieku w niewielkiej wsi w pół drogi między Oświęcimiem a Kętami jako jedno z dziesięciorga dzieci, szybko straciła matkę, a macocha bardziej dbała o swoje potomstwo. Albina skończyła dwie klasy szkoły ludowej, podobno dyrektor placówki chciał, żeby uczyła się dalej, ale jej ojciec, mój pradziadek, na to nie pozwolił; do końca życia potrafiła wyrecytować wierszyk w esperanto, którego nauczyła się jako kilkuletnia dziewczynka. Albina nie była z tych nadmiernie narzekających, ale opowiadała, że pierwszy raz najadła się do syta, kiedy trafiła na roboty przymusowe.


Albina pierwsza od lewej, Marian drugi od prawej, rok nieznany

View all of the posts in the archive, browse the tags, or subscribe to the feed for All Posts. You can also subscribe to a feed of just the posts tagged with hanka.