All posts tagged with esej

Inne gadanie 

W ciągu paru dni skrupulatnie budowany światopogląd przestał się pokrywać z najprostszymi emocjonalnymi odruchami. Trzeba będzie wiele wysiłku, żeby poukładać sobie sprawy na nowo: relacje z armią i nagą przemocą, z państwem i patriotyzmem, z dobrem i złem

– piszę w Dwutygodniku. I jeszcze to:

Tak jak wieczorem 24 lutego byliśmy razem przed konsulatem rosyjskim na placu Biskupim w Krakowie, przed ambasadą Rosji w Warszawie, jak byliśmy razem w wielu miastach w Polsce i na świecie. Tyle już lat chodzę na różne protesty, krzyczę albo nie krzyczę, ale ten był inny. Staliśmy w grupce znajomych i nie mieliśmy jak krzyczeć, bo nie znamy ukraińskiego. A znajoma, która też nie lubi tego numeru, że kto nie skacze, ten coś tam, pytała: „Ciekawe, kim teraz jesteśmy”. Ale choć w różnych językach, byliśmy tam razem, nie w „ich” sprawie, ale w naszej wspólnej. Zanotowałem sobie jedno hasło z transparentu, nic z niego nie rozumiem, ale mam poczucie, że się z nim zgadzam. Leciało tak: Путін, іди нахуй.

Literatura zaangażowania 

Jak się nie krzyczy na protestach, to zbiera się ciuchy, gotuje zupy, szyje maseczki, ustawia przelewy, podpisuje petycje. Nic dziwnego, że pojawił się inny styl robienia literatury, spleciony ze zmianami, jakie zaszły w naszych gardłach i nogach

– w „Dwutygodniku” mój tekst o literaturze, która bierze się rozczarowania, przepracowuje doświadczenia bezsilności, od psychologii woli socjologię, czasem uczy, czasem bawi, opowiada bajki. Ali Smith, Bernardine Evaristo, Richard Powers (od świetnej „Listowieści”, nie dajcie się zwieść tytułowi), Olga Hund, Maciej Bobula, Michał R. Wiśniewski. Literatura zaangażowania, dopełniacz nie przez pomyłkę.

W górę, do przodu, a potem znowu w dół 

Ernaux, Ditlevsen, Vance, Louis, Eribon, Stuart – historiami o awansie zaczytuję się od kilku lat i z czasem pierwszy entuzjazm, że skąd ten koleżka z Ameryki, do tego republikanin, wie, jak to u mnie wyglądało, zaczęło zajmować zdziwienie, a potem jeszcze, wstyd przyznać, jakaś rutyna, że tak, trzeba by zakreślić ten kawałek, choć ma się już sześć podobnych w notatkach. W każdym razie leci to jakoś tak.

„Ostatni ludzie” w eseju Piotra Kofty 

Twoje najczarniejsze, dystopijne majaczenia podczas bezsennych nocy prawie zawsze są równocześnie czyimś marzeniem o nowym, utopijnym świecie.

Ciekawy esej Piotra Kofty w „Dzienniku Gazecie Prawnej” o końcach świata, wokół „Ostatnich ludzi”, „Notes from an Apocalypse” Marka O’Connella (znanego w Polsce z „Być maszyną”), „Squid Games” i paru innych tytułów.

Po końcu akademii

Co to były za dni. Skala reakcji na „Koniec akademii” kompletnie mnie zaskoczyła. Dostawałem, wciąż dostaję, mnóstwo głosów, że to o nas, o mnie, o bardzo intymnych doświadczeniach, które, okazuje się, wcale nie były takie wyjątkowe i prywatne. Mogłoby to być rozczarowujące, że tacy jesteśmy pospolici, a przecież jest wprost przeciwnie, pozwala to poczuć coś na kształt solidarności. Dla mnie to też niezła lekcja – kolejna, po „Brzuchu” – tego, że opowieści o własnych wstydach i rozczarowaniach mogą być przydatne dla innych. I że cennym materiałem opowieści jest nie tylko to, co wyjątkowe i niepowtarzalne, ale też to, co powszechne, ale dotąd niedostatecznie opowiedziane. I to świetna sprawa, że na fali historii ludowych – ale też innych ruchów, które fundują megafony przemilczanym doświadczeniom – takimi opowieściami możemy się wreszcie wymieniać. Mam ich jeszcze trochę w zanadrzu, będę dawał znać, może się na coś przydadzą. Tymczasem ogromnie wam wszystkim dziękuję! A tu jeszcze fotka z dnia, kiedy to wszystko się zaczęło i wszystko było możliwe.

Koniec z akademią, director’s cut 

Nie noszę w sobie złych emocji po tym rozstaniu. Tak naprawdę to nie noszę w sobie po nim w ogóle żadnych większych emocji i prawdę mówiąc, to nawet trochę mi się nie chce już tym zajmować – może dlatego tamten post z czerwca rozwijam dopiero w listopadzie. Ale ostatecznie akademia wcale nie jest dziewczyną, a ja nie byłem jej kochankiem, więc może warto się zastanowić, co nas właściwie łączyło. Zamiast się mścić, spróbuję tu sobie – i paru innym osobom, które mogły doświadczyć czegoś podobnego – opowiedzieć tę historię i zrozumieć, jak to się stało, że największe marzenie, pielęgnowane przez długi czas, tak gwałtownie i tak kompletnie, dokładnie wtedy, kiedy było na wyciągnięcie ręki, straciło swoją atrakcyjność

– w „Dwutygodniku” piszę trochę więcej o tym, o czym pisałem w poście na FB w czerwcu: skąd się wzięło marzenie o akademii i dlaczego tak nagle się rozpierzchło.

O Roxane Gay w „Miesięczniku ZNAK” 

Jeśli Roxane Gay faktycznie jest naj-lep-sza, to dlatego, że sama na sobie doświadcza złożoności świata, o którym pisze: kobieta, czarna (ale z korzeniami na Haiti), potomkini imigrantów, otyła, biseksualna, świetnie wykształcona, z problemami, trudną przeszłością, ale i z kochającą rodziną, erudytka z pasją śledząca chyba wszystkie reality shows, jakie nadają w telewizji.

– w nowym, śląskim numerze Miesięcznika ZNAK piszę o Roxane Gay, „Głodzie”, otyłości i społecznej nienawiści, którą nienawidzimy samych siebie, licznych poziomach splątania w „Histeryczkach”, zaangażowaniu i polityce tożsamości, kiedy nie ma się jednej tożsamości.

Ludowe historie wstydu 

Wśród wymarzonych – ale już bardziej w zasięgu niż jeszcze przed rokiem – skutków zwrotu ludowego mógłby być i taki, by uczeń szkoły średniej, zamiast zakuwać na lekcjach historii imiona królów i hetmanów, mógł opowiedzieć historię swojej babci. I dzięki temu lepiej zrozumieć, skąd się wzięły odruchy, które poruszają jego ciałem

– w „Tygodniku Powszechnym” piszę o tym, skąd się wzięły historie ludowe, dlaczego są takie niecierpliwe i czego właściwie od nas chcą.

View all of the posts in the archive, browse the tags, or subscribe to the feed for All Posts. You can also subscribe to a feed of just the posts tagged with esej.