„Na rauszu”

Obejrzałem w końcu „Na rauszu”. Jakoś mi się to od dawna wydawało intrygujące, no bo jak tu zrobić sensowny film o chlaniu, który nie sprowadziłby się szybko do wiedzy, jaką zdobywa każde dziecko w Polsce najdalej w późnej podstawówce, że mianowicie regularne chlanie prowadzi do alkoholizmu i niekorzystnie wpływa na relacje. Ktoś na pewno o tym napisze, myślałem sobie, ale co czytałem jakąś recenzję, to nie, raczej jakieś rozkminki, że ciekawe, no, no, to pół promila, coś w tym jest, więc tym bardziej chciałem zobaczyć, co tam w tej Danii wymyślili w temacie. No i obejrzałem, i, okazuje się, nic nie wymyślili. Film jest o tym, jak czterech kolesi w wieku 40-60, praktykujących nauczycieli, potrzebuje kilku tygodni, żeby się obciąć, że regularne chlanie prowadzi do alkoholizmu. Można by to sobie jeszcze tłumaczyć jąkąś, nie wiem, duńską niewinnością, narodową wstrzemięźliwością, mało to prawdododobne, ale może coś przegapiłem. No ale nie, przecież film zaczyna się od tego, jak młodzi chleją, a skoro chleją, to przecież szybciutko wszystkiego się dowiedzą, że po chlaniu jest kac, a po regularnym chlaniu jest jeszcze większy kac i raczej trudno się żyje, więc jak ktoś lubi (ja np. lubię), to i fajnie się napić, ale to raczej nie jest cudowne remedium na życiowe problemy, z tymi trzeba sobie radzić inaczej. Zresztą od początku widać, że Mads Mikkelsen jest tu jakimś byłym alkoholikiem, a przynajmniej dzieckiem alkoholika, więc niby powinien wszystko wiedzieć, ale jakoś to dziwnie umyka. I byłby to zwykły kiks, gdyby nie to udawanie w reckach, i to polskich, że przecież nie wiemy, jak to jest, może faktycznie regularnie chlanie przynosi jakieś korzyści, sprawdźmy, podyskutujmy. No nie wierzę.

View the most recent posts on maciej jakubowiak, all of the posts in the archive, or browse the tags.