„Rzeszot” Bartosza Sadulskiego

Z Bartoszem podlewamy sobie kwiatki, to nie liczcie na jakieś poważne recenzje, ale w „Rzeszocie” powraca coś takiego, że jak już Podedworny ogarnie wszystko, to się nudzi, coś tam wymyśla, ale głównie to nie wie, co ze sobą zrobić. No i pomyślałem sobie, że blaza Podedwornego nie bierze się po prostu z jego bogactwa, że to raczej objaw nieszczęścia postaci, którą autor ulepił z książek – może tych zajumanych podczas pożaru w Krakowie – ale sam dokładnie nie wiedział, jak jakiś okrutny demiurg, co by tu z nią zrobić (i to dlatego Podedworny parę razy zabiera się do przełomowych działań, ale nic mu z tego nie wychodzi, bo przecież nie może wyjść, jeśli ma to być postać wepchnięta w fałdki historii). (A może w ogóle chodzi o to, że najciekawsza z dzisiejszej perspektywy historia, czyli historia pracy i wydobycia surowców, nie nadaje się do opowiadania w romantycznych konwencjach, a romantyczne konwencje to na dobrą sprawę literatura, i pewnie dlatego w „Rzeszocie” „ropa się wydobywa, romantyzm się kończy”). No więc Podedworny, chyba usiłując uwolnić się od autora, w końcu decyduje się na rozpaczliwy gest, który coś z niego zrobi i w jakąś stronę skieruje, nie wie tylko, że [spoiler filter], a więc uruchomienie alternatywnej ścieżki historii, tylko ugruntuje jego fikcjonalność. I to pewnie dlatego na brzegu nikt na niego nie czeka. Pan Podedworny to galicyjski Pnin.

View the most recent posts on maciej jakubowiak, all of the posts in the archive, or browse the tags.