Koniec epoki dystansu 

Zdarzają się takie olśnienia, kiedy wszystko zaczyna się łączyć: antymaseczkowcy, zwalniani dziennikarze, wulgaryzmy skandowane na ulicach, kryzys klimatyczny, wolne sądy, cancel culture, Szymon Hołownia i kotleciki z boczniaka. W „Tygodniku Powszechnym” piszę o końcu epoki dystansu – kiedy nie działają już ironiczne żarciki, obiektywne komentarze i nawoływania do umiaru. I zastanawiam się, co teraz. (Przy okazji zdradzę, że ten tekst to mięsista, ale jednak połowa swojego pierwszego wcielenia, więc niewykluczone, że to dopiero początek).

Dwa fragmenty na zachętę:

Kiedy dziś pomyśli się o tym, że ten model – oprócz tego, że umożliwił loty w kosmos i powieści Flauberta – stał również za wyzyskiem kolonii oraz nieposkromioną eksploatacją zasobów naturalnych, chciałoby się krzyknąć po prostu „wypierdalać”. Kłopot polega na tym, że w Polsce jednym z pierwszych, którzy wpadli na ten pomysł, był Jarosław Kaczyński”.

Po końcu epoki dystansu dyskusje o świecie muszą się skomplikować. Kiedy nie można już fantazjować o bezpiecznej pozycji, na którą można by się wycofać, w spory trzeba wkładać więcej energii.

View the most recent posts on maciej jakubowiak, all of the posts in the archive, or browse the tags.