Śląski 

Ze śląskim mieliśmy trudne relacje, najpierw traktowałem go jak regionalne dziwactwo, jak wtedy, gdy nic nie wyszło z romansu z zapoznaną przypadkiem również 12-latką, bo zajechała po śląsku. W domu mówiło się po polsku, wszyscy przyjezdni i skundleni, to jak inaczej, a Ślązacy to byli ci nieprzyjaźni miejscowi, których się raczej omijało. Potem, w gimnazjum, trafiłem do klasy z tymi miejscowymi, najpierw się załamywałem, w końcu oswajałem, coś sam próbowałem mówić, Marek toczył ze mną liczne o to wszystko spory, to był zresztą koleżka z „domków”, zasadniczy Ślązak, a najlepszy przyjaciel. Chyba wtedy nabrałem akcentu, z którego ktoś się śmiał, jak już zamieszkałem w Krakowie, przeraziłem się ogromnie i szybko wyzbyłem, choć nie wiem, czy skutecznie. Teraz na Śląsku już tylko groby, więc traktuję ten związek jak wszystkie dawne związki, z nostalgią, ale coś tam wiem, coś rozumiem, spoglądamy na siebie z sympatią. Tym bardziej się cieszę, że w Dwutygodniku gadają o śląskim Grzegorz Kulik i Zbigniew Rokita. To pierwsza chyba w tym cyklu rozmowa z kimś, kto nie tłumaczy ani na polski, ani z polskiego.

View the most recent posts on maciej jakubowiak, all of the posts in the archive, or browse the tags.