Czego nie może cham

To może jeszcze o „Baśni o wężowym sercu”, bo podczytuję recenzje i czegoś mi w nich brakuje. (Ale że to sprawa dla tych, co już czytali, to chwila wstępu, szansa dla spoilerofobów, żeby się ratować). Nike, podobnie jak nominacja do Gdyni, były w punkt, bo to książka świetnie zrobiona, z akcją, dramaturgią, ale też z melancholijnym wątkiem miłosnym, może najważniejszym. Jest tu rytm, którego Rak nie odpuszcza i jak trzeba, dopełni go małym „tak” po średniku, żeby się zgadzało. Jest splot historii chłopstwa i historii Żydów, podobnie jak to było w „Księgach Jakubowych”, bo narrator Raka odrobił lekcję Benjamina, że historia jest pisana przez zwycięzców, więc trzeba ją czesać pod włos, żeby odkryć ślady pozostawione przez przegranych; ale wie też, ten narrator, że takie historie są tylko zmyśleniem, więc czasem się mnożą i nie wiadomo, która mogłaby być prawdziwa.

No ale jest rzecz chyba podstawowa, która jakoś umyka w omówieniach. Że oni się tam, mianowicie, zamieniają. Szela i Bogusz, cham i pan. Po całej tej mitycznej przygodzie, którą można by wziąć w nawias, wychodzi na to, że Szela, ten od powstania, to zdeklasowany pan, a Bogusz to nobilitowany chłop. Dla myślenia o rabacji ma to ogromne konsekwencje, bo okazuje się, że gniew i pychę, by rzucić się na istniejące stosunki społeczne, mają tylko panowie; chłopi natomiast tak mocno uwewnętrznili – zjedli i strawili – pański pogląd na nich samych, że sami z siebie nie są w stanie nic zrobić. Jest tu więc tak, jak w takiej ludowej nieświadomości, z której zdałem sobie niedawno sprawę przy okazji książki Garapicha, że jak się jest z biedy, a chiałoby się coś zdziałać w życiu, to się fantazjuje (i ja fantazjowałem), że się ma pańskich przodków gdzieś tam, nielegalnych, ale zawsze. Inaczej się nie da.

Ale w powieści Raka ma to dalsze skutki. Przemysław Czapliński (w Czasie Kultury) chyba nie zauważa tej przewrotki z zamianą ról, za to twierdzi, że po mitycznych wycieczkach Szela pozostaje niezmieniony, leje dzieci, żonę skazuje na śmierć, swój chłop. Tyle że to nieprawda. Bo dzieci leje i żonę morduje Bogusz, pan, tak samo zresztą jak lał i mordował chłopów. Natomiast Jakób sprzed przemiany to miły chłopak, i szlachetny, gotowy wziąć na siebie baty za starego Myszkę. I w ogóle świat chłopów u Raka, choć doświadczany niesprawiedliwością i nędzą, jest taką małą międzyludzką arkadią, gdzie wszyscy się o siebie troszczą. I to jest chyba rewers tej przewrotki: jeśli chce się odebrać chłopom zdolność do unoszenia się dumą, to trzeba przymknąć oko na ich porywczość, złość, gniew, ale nie dobry czy zły gniew (co to w ogóle za różnica), tylko gniew jako potencjalność, która może zadziałać tak czy siak. Rak tymczasem przywilej gniewu pozostawia panom. („Chodziło o zemstę za swoje krzywdy i ewentualnie chęć wzbogacenia się na rabunku. Serio, chcemy mieć takich bohaterów?”, mówi Rak w rozmowie z Wodecką, gdzie przyznaje się, że tę zamianę pana w chama to podświadomość mu zrobiła, jeszcze do tej rozmowy wrócę). Zresztą Szela po przemianie w pana pozostaje niezmieniony (Czapliński ma więc rację, ale nie tam, gdzie myślał): melancholijny, spolegliwy, nie bierze się za reformy społeczne, tylko chowa na parę lat w uzdrowisku. W sumie to wersja Twainowskiego „Księcia i żebraka”, ale bez nauczek z tej przemiany. Pan to pan, choćby cham; cham, choćby pan, wciąż cham. (Stanisław Krawczyk w „Małym Formacie” wyłapuje ten konserwatywny wydźwięk, ale na dowód podaje tylko kilka cytatów z narratora).

Sporo tych przewrotek, uporządkujmy. Pan: bywa okrutny, ale potrafi działać. Cham: nie bywa okrutny, więc nie potrafi działać. No więc stawką jest tu to, czy jesteśmy w stanie sobie wyobrazić, że lud sam potrafi się zorganizować i zawalczyć o swoje interesy. Rak chyba sugeruje, że nie bardzo. Podobnie sugerował Twardoch w Królu, gdzie lud żydowski był bezwolny i w sumie godny pogardy, bo w takim światopoglądzie działać może tylko silna jednostka. Pan, chłopski czy żydowski, ale pan.


Fot. Michał Asanka-Japołł, 1935, Narodowe Archiwum Cyfrowe.

Tymczasem szykuje się nam rok wielkiej dyskusji o ludowej historii Polski (serio, z siedem książek na horyzoncie) i to pytanie będzie podstawowe. Czy lud potrafi sam działać. Tak się składa, że podobnie jak teoria umysłu – taki przywilej, którym obdarzamy jednych, z którymi chcemy gadać, a innych nie – hipoteza o sprawczości w dużej mierze określa to, co możemy zobaczyć: niemy tłumok czy działającego w swoim interesie człowieka. Co sobie założymy, to dostrzeżemy, bo materia historii jest obfita. Czy chłopi mogli być sprawczy? Czy mieli w sobie na tyle poczucie dumy, żeby poczuć urazę? Czy może tak uwewnętrznili swoją pozycję społeczną, że nic im nie pozostało? To jest w gruncie rzeczy pytanie o to, czy jest w nas coś takiego, czego nie da się zgnieść wielopokoleniową tresurą albo gigantycznym przemysłem rozrywki. Ale być może, żeby to zobaczyć, musimy też dopuścić i taką możliwość, że nasi chłopscy przodkowie byli również gwałtowni, przemocowi, okrutni, niesprawiedliwi. I że niekoniecznie walczyli o wielkie ideały, tylko o swoje pełne brzuchy. (Zobaczcie, że tak samo układa się dyskusja o Solidarności: czy to była walka opozycji demokratycznej, czy robotników, którzy chcieli mieć lepiej).

Rak nie ma racji, kiedy mówi w rozmowie z Wodecką: „to jest książka bardziej o XIX wieku niż o XXI, wtedy rzeczywistość się zmieniała, gdy cesarz doszedł do wniosku, że należy ją zmieniać, a nie wtedy, gdy do takiego wniosku doszedł Szela czy jego pan”. To jest powieść o XXI wieku (sam to zresztą pokazuje w stylu, który nie ukrywa swojej współczesności), a dzisiaj kwestia sprawczości jest równie trudna jak wtedy, a może i bardziej, bo XX wiek pozbawił nas paru złudzeń.

Dałoby się więc z Raka zrobić takiego konserwatystę, który robi wiele zamieszania o chłopstwo, a na końcu wykonuje przewrotkę, która całe to zamieszanie unieważnia. Ale coś mi się tu nie zgadzało. Bo za dużo tu jest tej świadomości, za dużo Benjamina i innych, i w ogóle cała ta maszyneria, która umożliwia tę powieść, pracuje wyraźnie przeciw konserwatyzmowi. I dopiero ten wywiad Wodeckiej mi to wyjaśnił (a ja sam żałuję, bo miałem to na liście pytań w Gdyni, ale nie zadałem): że Rak nie chce uwierzyć w swoją chłopską sprawczość i że sam, po tylu latach, po studiach, po książkach, po przeprowadzce, po Nike, sam w sobie wciąż zmaga się z tym poglądem, który jest poglądem panów. Że cham nic nie może.

View the most recent posts on maciej jakubowiak, all of the posts in the archive, or browse the tags.