Nauczki z kwarantanny

W sumie głupio byłoby pisać książkę o końcu świata i nie załapać się chociaż na kwarantannę, przesiedzieliśmy 8 dni, to może pierwsza rzecz, której się dowiedziałem, że 14 dni liczy się od kontaktu z nosicielem. To druga rzecz, i może najważniejsza, może się wydawać, że już po wszystkim, ale nie, wciąż zamykają na kwarantanny, więc noście te maski. Policzyli nam mniej, za to niezależnie od tego, co mówiły testy, bo testy, przynajmniej w Krakowie, wykonuje się chyba dość sprawnie, za to nikt w sanepidzie nie potrafił nam wyjaśnić, dlaczego mamy siedzieć zamknięci w domu, skoro pierwszy wynik był negatywny. To jest właściwie najważniejsza lekcja: nie dość, że panuje w tym wszystkim całkiem przewidywalny bałagan, to jeszcze nikt nie troszczy się o to, żeby wyjaśnić, co się właściwie dzieje. Ma przyjechać ekipa po wymazy całej rodziny, ale kiedy przyjedzie, czy przyjedzie, po co te wymazy, skoro i tak mamy siedzieć w domu? Nie wiadomo. Jak to badanie ma się do testu w 12. dniu, na który można pojechać własnym autem i ewentualnie skrócić sobie kwarantannę o jeden dzień? Nie wiadomo. Kiedy przyjedzie po śmieci ten ktoś, kto miał przyjechać? Też nie wiadomo. Jest niby jakaś procedura, ktoś miał nas wpisać na listę, nie wpisał, to się wpisaliśmy, i fajnie. Po śmieci i tak nikt się nie zgłosił.

Że to będzie bałagan, można się było spodziewać, ale może nie aż tak, że jedna pani z sanepidu doradzi, żeby zrobić szybciutko zakupy, zanim przyjdzie decyzja, a druga troskliwie dopyta, czy męża można wysłać poza dom, chociaż od kontaktu minął tydzień. No nic, nawet człowiek chciałby miło współpracować, żeby opanować zarazę, ale taki to kraj, że zamiast współpracy jest trzymanie za mordę. Z różnym nasileniem. Jest miękki uchwyt pani z sanepidu, która mówi, że kwarantanna jest dla zdrowych właśnie, po co pyta, jakby wynik był pozytywny, to by inna była rozmowa. Jest twardszy uchwyt pisma, które nakazuje w trybie natychmiastowej wykonalności pod groźbą kary, a choć podstawa prawna obfita, to jak się pogrzebie w przepisach, wychodzi, że podstawą jest uznanie sanepidu, a nie jakieś argumenty, które by trzeba przedstawić; zresztą prawnicy nawet piszą, że to w sumie jest areszt domowy, więc może przydałaby się kontrola sądu, ale chyba żartują. Jest uchwyt uwłaczający aplikacji, która przysyła smsy o 8 rano i każe robić selfiacze, pod groźbą – w sumie nie wiadomo jaką, o aplikacji będzie osobno. I jest już całkiem upokarzający uchwyt panów w wojskowej karetce, którzy w sobotę o 9 rano dzwonią, że są już pod blokiem i należy ustawić krzesło w drzwiach, człowiek by się kłócił, że może wypadałoby się umówić, że to jednak kwarantanna domowa, a nie areszt, że mogliśmy spać albo być na kacu, ale się nie kłóci, bo są w domu osoby, które trzeba raczej uspokoić, więc panowie przychodzą w kombinezonie i grzebią patyczkiem w gardle, ale nawet nie raczą się przedstawić.

Była też aplikacja. Aplikacja jest jak to państwo. Z dykty? Żeby z dykty, z papieru, na rolce, używanego. Otóż aplikacja ta wygląda jak apkowy odpowiednik przekrętu nigeryjskiego, smsy terroryzują rano i wieczorem, w połowie przypadków i tak to nie działa, trzeba używać, bo policja przyjdzie, ale policja i tak przychodzi. Jak się nie dostanie smsa aktywacyjnego, bo np. sanepid źle przepisał numer telefonu z formularza, to w szóstym dniu dzwoni pan z jakiejś komendy, że się nie używa apki. Trochę mu głupio, bo nigdy jeszcze nie ścigał ludzi za nieużywanie apki, zresztą deweloperzy powinni pomyśleć o tym modelu biznesowym, halo, tu policja, instalujemy angry birds albo mandacik. No więc informujesz pana policjanta, że chętnie przekażesz numer, ale jakoś bezpiecznie, przecież nie przez telefon, więc każą pisać oświadczenie i dać tym policjantom, co mieli nie przychodzić, jak się używa apki, tamci śmiertelnie przerażeni, pan jest na kwarantannie, nie tyknę żadnego oświadczenia, to się dyktuje z balkonu, jeśli nie wiecie, to się nazywa cyfryzacja. Ale największy bubel i tak jest prawny, bo ustawa mówi, że „osoba… instaluje…oraz… używa”, a używać to można różnie, tak na oko. Baner na stronie policji sugeruje, że za nieużywanie można wyskoczyć z 30 kafli, chciałoby się to sprawdzić, ale co z tym dalej, to – niech mnie prawnicy poprawią, jeśli się mylę – wcale nie jakieś rozporządzenie określa, a regulamin i FAQ, może regulamin w jakiejś apce to jest już w tym kraju źródło prawa, ale nie słyszałem.

View the most recent posts on maciej jakubowiak, all of the posts in the archive, or browse the tags.