Minneapolis

Piękne miasto, nudne, to prawda, żaden Nowy Jork czy Los Angeles, ale te jeziora urocze, mówiliśmy sobie z Katarzyną sześć lat temu, kiedy złaziliśmy Minneapolis wzdłuż i wszerz, jak ktoś później pytał, to mówiliśmy, że niedaleko jest Fargo, to z serialu. Nie podejrzewaliśmy, że może się tu wydarzyć coś takiego, a to właśnie w Minneapolis zginął 25 maja George Floyd, powtarzając „Please, I can’t breath”, na rogu 38th Street and Chicago Avenue, tak teraz sprawdzam, że to okolica, przez którą przejeżdżaliśmy raz autobusem. To był mój pierwszy raz w Stanach, coś tam wiedziałem przecież, ale myślałem, jak chyba wiele osób, że to już załatwione, w końcu prezydentem był Barack Obama, i ten autobus, dziwnie wypełniony samymi białymi, kiedy ruszał z okolic Lake Harriet, powoli urozmaicał swoją załogę, ale im bardziej na wschód, tym mniej było białych, tym więcej czarnych, pewnie w okolicy Chicago Avenue byliśmy jedynymi białymi na pokładzie, to dało do myślenia.

Potem widziałem to samo w Seattle i może najbardziej w Waszyngtonie, D.C., czarne dzielnice, tylko tam mogłem czuć się jeszcze swobodnie, kiedy paliłem na ulicy, czarni bezdomni, czarne sklepy, czarne zawody. Już wiedziałem, bo widziałem, że rasizm w Ameryce po prostu jest, na ulicy, w topografii miast, już nie mówiąc o polityce, administracji, policji. Co innego o tym czytać – teraz strasznie żałuję, że książki Radka Korzyckiego jeszcze nie ma – a co innego widzieć. I ta myśl, która nachodziła mnie zawsze, kiedy czytałem albo oglądałem coś o dyskryminacji rasowej w Stanach, tej formalnej, że to wszystko się działo, kiedy moja mama była już dorosła, że to nie jest jakaś prehistoria, więc jak można oczekiwać, że się samo rozwiąże. Nie tylko my, w Europie, mogliśmy się dać nabrać, że skoro jest czarny prezydent, to rasizmu nie ma, sami Amerykanie w to uwierzyli, niektórzy pewnie wciąż wierzą, a skoro nie ma rasizmu, to teraz na ulicach amerykańskich miast są rozboje i zamieszki, a nie wynikający z poczucia bezsilności, rozczarowania, frustracji, ale i najzwyklejszego strachu, rozpaczliwy protest przeciwko czemuś, co jest tak głęboko wrośnięte w tkankę Stanów, że może się wydawać elementem krajobrazu, a naprawdę jest przemocą tak silną, że bezgłośnie wypycha z autobusu jednych, kiedy wpycha do niego drugich.

View the most recent posts on maciej jakubowiak, all of the posts in the archive, or browse the tags.