Jerzy Pilch (1952-2020)

Chyba to od felietonów w „Polityce” mi się zaczęło, bo to przez nie trafiłem i na „Tygodnik Powszechny”, i na Thomasa Manna, i na Płatonowa, którego czytałem w pierwszej klasie liceum i chyba niewiele rozumiałem, choć jasne, że to była pretensjonalna szczeniacka fascynacja, bo sobie nawet kupiłem taką teczkę, a jak w niej nosiłem, nielegalnie jeszcze kupowane, flaszki, i się koledzy śmiali, to mówiłem, że mam na to wybitną literaturę, a „Monolog z lisiej jamy”, „Spic cudzołożnic”, a może najbardziej „Rozpacz z powodu utraconej furmanki” to były takie rzeczy, które na długo ustawiły dla mnie poprzeczkę tego, co w literaturze można robić, może dlatego później tak się złościłem na słabsze rzeczy, bo idolom młodości się łatwo nie wybacza, ale tak, był pierwszym pisarzem, którego przeczytałem w całości, i pierwszym, któremu uścisnąłem rękę, bo jak w liceum pojechaliśmy na wycieczkę do Wisły, to oczywiście wiedziałem, że to bez sensu, bo mieszka w Warszawie, ale się rozglądałem, bo co innego robić w Wiśle, i jak siedzieliśmy na herbacie w jakiejś knajpie, to najpierw mi serce zabiło i nogi zmiękły, potem dopiero zorientowałem się dlaczego, i choć raczej mocno nieśmiały, na tych miękkich nogach podszedłem, był znacznie wyższy, niż myślałem, ale że podszedłem to tyle, nic więcej nie miałem do powiedzenia, więc tylko wybąkałem: „Pan Jerzy Pilch?”, a on popatrzył i powiedział tak, jakby to było zaproszenie: „Będę oglądał mecz”, tego się nie zapomina.

View the most recent posts on maciej jakubowiak, all of the posts in the archive, or browse the tags.