STAROCIE: „Narcyza” Zofii Nałkowskiej

W tym zestawieniu bez ładu i składu czas na książkę, która spadła z regału. Którejś zimy, pewnie podczas przerwy świątecznej, zmęczony listami lektur ze studiów sięgnąłem po coś, cokolwiek, z domowej biblioteczki (mama większość życia przepracowała na kopalni, ale książek mieliśmy od groma), i zacząłem czytać bez większego przekonania, bo czego można oczekiwać od wczesnej Nałkowskiej. A tu, ludzie drodzy, brutalna emancypacja, pulsujące realne, fałsz autentyczności, autentyczność fałszu, zmysły, pieniądze i zombie (naciągam tylko odrobinę). Wpadłem wtedy na pomysł, żeby może pisać recenzyjki starych książek, tak jakby były względnymi nowościami, więc nawet coś popełniłem (wklejam poniżej), ale potem pomyślałem, że co to za pomysł, kto by to chciał czytać (w tym miejscu uszanowania zechce przyjąć Kuba Zgierski). No, ale Nałkowska, czapki z głów. Hanna Kirchner nie przestrzeliła, kiedy we wstępie napisała: „Narcyza – młodopolska pani Bovary”.

Narcyza

Bywa tak, że sięgając po starą, zapomnianą książkę, która nie wiadomo skąd wzięła się na mojej półce, i nie oczekując od niej wiele, zostaję nagle kupiony. Jakby przypadkowe spotkanie, pozbawione nieprzyzwoitych akademickich skłonności, stwarzało nieoczekiwane możliwości. Natrafiając w ten sposób na teksty, z którymi mógłbym związać się na dłużej, gdyby nie to, że jestem już zajęty, niepokoję się myślą, że może być ich więcej, gdzieś tam.

Narcyzę Zofia Nałkowska ukończyła w roku 1910, po burzliwych doświadczeniach pobytu w Krakowie. O okolicznościach powstania książki pisze interesująco we wstępie do wydania z 1967 – drugiego po ponad półwieczu – roku Hanna Kirchner. Nie będę udawał specjalisty od Nałkowskiej, która doczekała się w ostatnich latach kilku świetnych opracowań. Chciałbym zasygnalizować jedynie kilka możliwości lekturowych, które zaintrygowały mnie i skłoniły do ozdobienia dawno nie czytanej książki kolorowymi zakładkami, z myślą o nieokreślonych pomysłach na przyszłość.

Narcyza skonstruowana jest na kilku dużych opozycjach. Najważniejsza z nich, sugerowana już przez imię tytułowej bohaterki, to opozycja pozoru i prawdy, wzmocniona aspektem moralnym. Tym, co od pierwszych stron nurtuje Narcyzę i co decyduje o jej losach, jest podejrzenie, że „dobre czyny” są tylko fałszem, złudą, a tym, co prawdziwie autentyczne i rzeczywiste, jest zło egoizmu. Te „dobre czyny” to w tym wypadku nie obyczajność panienki z początku minionego wieku, ale tragiczne poświęcenie swojego życia dla innych: opuszczonego ojca, nieodpowiedzialnego brata, niewdzięcznej przyjaciółki, wreszcie kochającego, ale samolubnie umierającego przyjaciela. A jeśli to wszystko jest nieprawdziwe? Jeśli tym, co jedynie prawdziwe, jest wewnętrzny egoizm? Przyjęcie prymatu autentyzmu, tożsamości intencji i czynu, stawia bohaterkę przed nierozstrzygalnym dylematem.

Odtąd poszukuje ona rzeczywistości, tej istotnej, prawdziwej, od której czuje się odseparowana. Jej poszukiwanie przyjmuje dwa zwroty. Z jednej strony – eksplorowania głębi swojej nieświadomości, prawdy swojego ciała zawartej w instynktach i popędach. Z drugiej – pragnienie rzeczywistości, prawdziwego świata, który jest gdzie indziej, jego ciemnej podszewki. Może to zresztą to samo. Opisom przyrody, której głębie są mroczne i przyciągające, odpowiadają zapisy introspekcji w ciemne przestrzenie własnej cielesności.

Właśnie cielesność uruchamia kolejną mocną opozycję: między życiem śmiercią. Po stronie życia jest Andrzej, młody, namiętny i beztroski. Cóż, kiedy po drugiej stronie znajduje się Maks. Powoli umierający, osuwający się w rejony niedostępne ludzkiemu językowi („przysłuchiwał się czemuś innemu, co dla niej było niedostępne”). W takiej konfrontacji nie może być wątpliwości, co jest bliższe prawdy.

To, co rzeczywiste, przybiera postać magnetyzującego, choć odstręczającego, punktu. Traumy – chciałoby się napisać, przywołując do pomocy Lacana z jego Realnym. Ale i bez francuskiego psychoanalityka się obędzie. Bo dla Narcyzy rzeczywistość istotnie jest traumatyczna. To właśnie umierający Maks, to szalony brat Ołoniecki. Z czasem oczywistym się staje, że to, co rzeczywiste, to pustka, nicość, śmierć. Pierwotna opozycja zmienia więc swoją postać, nie idzie już o konflikt pomiędzy fałszem i prawdą, lecz o sprzeczność fałszu i nicości. Podobnie rozwiązuje się problem wolności, która zostaje ostatecznie zdefiniowana jako niezależność, wolność-od – czyli znów negatywność.

Pod tym wszystkim można dostrzec też kwestię niepodległościową. Temat zbanalizowany, wyeksploatowany, niechętnie poruszany, zaskoczył mnie w specyficznym oświetleniu tekstu Nałkowskiej. Jeśli bowiem przyjąć – na podstawie kilku drobnych sugestii – że ową poszukiwaną rzeczywistości jest wolna Polska, to okazuje się, że jest to Polska, która nie istnieje i istnieć nie może, Polska-śmierć, Polska-trauma. A jej wolność, niepodległość, to negatywność, w której nie sposób żyć. Myśl w swoim krytycyzmie niezwykle precyzyjna.

Można Marksem (chłopi, robotnicy, rewolucjoniści i podział pracy), można Freudem (i Lacanem), można Nietzschem (postać nieokiełznanego Cezarego), można modernistycznie (Poszukiwanie realności to przecież tytuł świetnej książki Jerzego Franczaka), oczywiście feministycznie – czytać Narcyzę można na wiele sposobów. Najlepiej pozwolić się zaskoczyć.

View the most recent posts on maciej jakubowiak, all of the posts in the archive, or browse the tags.