STAROCIE: „Tristram Shandy” Laurence’a Sterne’a

No dobra, to dzisiaj sprawy zasadnicze. To jest – bez cienia wątpliwości, bez zająknięcia, bez ironii, bez niepotrzebnych zastrzeżeń itd. itd. – najlepsza rzecz, jaką czytałem. Sterne wymyślił (a właściwie ukradł, bo jak inaczej) i od razu obśmiał wszystkie chwyty, z których do dzisiaj robi się powieści. Bo czego tu nie ma? Lęk kastracyjny, fingowana autobiografia, obsesja powtarzania (przecież wuj Toby to przodek bohatera „Resztek” McCarthy’ego), eseistyczne dygresje, interaktywność, performatywność i kupa śmiechu. No i ta brawurowa żonglerka przy użyciu: pięciu niewielkich armat, trzydziestu siedmiu książek, kilku wierzchowców i jednego zaschniętego napletka.

View the most recent posts on maciej jakubowiak, all of the posts in the archive, or browse the tags.